Jak mogę znaleźć przyjaciół

Gdzie mogę znależć cały film (w internecie) ,,Zmierch'' itd. związane od tego filmu? 2010-04-16 12:55:49; Macie przyjaciół w internecie? 2012-07-13 20:54:14; Gdzie w internecie mogę znależć kurs rysowania mangi dla początkujących? 2009-09-03 17:30:01; Gdzie mogę znależć dziewczyne w internecie i jak do niej napisać 2017-08-28 21 ... Nie wiem, jak to jest nie mieć przyjaciół. Nie wiem, jak to jest, starać się ich poznać i myśleć o tym. I dziękuję za to codziennie, że mam przyjaciół, ale i łatwość w ich poznawaniu. Że sami się jakby znajdują, że trafiam na ludzi, w których się zakochuję i których mogę traktować ja drugą rodzinę. Jak znaleźć przyjaciół, gdy się jest dorosłym człowiekiem? Published by Sara on 27 grudnia, 2018 27 grudnia, 2018. Mam takie wrażenie, może niesłuszne, że przyjaźnie głównie nawiązujemy w dzieciństwie. Może wynika to z naszej polskiej sztywności, bo nie lubimy nadużywać słowa “przyjaciel” i raczej nie użyjemy tego ... odwróciła jak w krzywym zwierciadle i obrzuciła mnie i rodzinę strasznymi obelgami….Szczerze /znów to nieodpowiednie w necie słowo,zachowanie/,,,ale tak,poczułam się zdołowana,załamałam się, w tym samym czasie worek z nieszczęściami,choroby,szpitale w rodzinie… Nie mogę się pozbierać.Co robić? Gdzie szukać i jak znaleźć przyjaciela ? Owszem, kiedyś miałam bardzo dobrą koleżanke ( nie wiem czy można ją nazwać dawną przyjaciółką), ale ona poszła do innego gimnazjum i nie chce ze mną rozmawiać, nie odbiera telefonów, na sms-y odpowiada lekceważąco. Rodzic musi wiedzieć, że dziecko wybiera przyjaciela dla siebie, a nie dla rodziców. Rodzic nie zna kolegów tak dobrze jak dziecko i nie wie, co zadecydowało o wyborze ich na prawdziwych przyjaciół. Najlepszym rozwiązaniem jest obserwowanie i subtelne kontrolowanie przyjaźni dziecka. Przyjaciół, którzy już zarejestrowali się na dacadoo, można znaleźć w katalogu użytkowników zarówno na stronie internetowej, jak i aplikacjach mobilnych, ponieważ wszyscy użytkownicy, którzy zarejestrowali się na dacadoo, są wyświetlani z ich nazwą i zdjęciem profilowym. Rolę przyjaciół doceniamy szczególnie silnie, gdy dzieci rosną i wyprowadzają się z domu. Przyjaciółka jest jak skarb, gdy zaczyna nam się komplikować w małżeństwie. Jest niezastąpiona, gdy rodzice starzeją się i wymagają naszej opieki. Pokrewna dusza pomaga przetrwać trudny czas. Jednak jak ją znaleźć w dorosłym życiu? Znajomych i przyjaciół najlepiej szukać na forach czy portalach, gdzie znajdują się treści, którymi interesuje się poszukujący. Jeśli lubi fotografię artystyczną, szydełkowanie, budowę modeli statków czy ma inne ciekawe hobby, to na 100% znajdzie grupę ludzi z podobnymi zainteresowaniami. Przyjaciel poszukuje przyjaciół, bo razem możemy więcej i piękniej... Mam 45 lat. Mieszkam na Śląsku. Szukam osoby, z którą mogłabym pogadać, połazić po górach, popływać na kajaku, po prostu się choć trochę się zaprzyjaźnić.

Inwestowanie w (życie w) Polsce!

2020.02.28 11:17 irish_din Inwestowanie w (życie w) Polsce!

Ponowne publikowanie tutaj z forum r / Poland, zgodnie z sugestią pomocnych polskich członków.
Witam wszystkich moich polskich przyjaciół! Co słychać? :)
Kocham was wszystkich i ten kraj.
To mój pierwszy raz tutaj, przepraszam, ale nie znam jeszcze dużo języka polskiego, ale wiem wystarczająco dużo, że jest to piękne miejsce i przyzwoici ludzie, więc upewnij się, że wkrótce nauczę się tutaj! :)
Jestem pod wielkim wrażeniem kraju i ludzi tutaj, i chcę, aby to miejsce było domem na dłuższą metę i inwestowało w Życie tutaj! Naprawdę nie miałem jeszcze przyjaciół, być może dlatego, że byłem tak zajęty pracą, ale naprawdę chciałbym. Więc proszę, uderz mnie, jeśli szukasz towarzystwa!
Teraz miałem dwa szybkie pytania do tych z was, którzy wiedzą, jak tu działają:
1) Jak inwestować na rynkach akcji tutaj (i ogólnie w UE)? Czy są tutaj sposoby inwestowania w rodzime firmy? Czy są jakieś niezawodne platformy fizyczne lub internetowe, które oferują fundusze indeksowe lub wymieniają fundusze w obrocie przy niskich kosztach śledzenia, podobnie jak Vanguard lub Fidelity? Jeśli nie ma platformy pureplay, to czy wspomniane wyżej amerykańskie domy funduszy indeksowych mają tutaj swoją obecność specyficzną dla UE i czy takie inwestowanie jest tu nawet czymś? Przeglądnąłem stronę Vanguard, ale nie mogłem znaleźć polskiego adresu ani mikrostrony. Przykro mi, ale znalezienie takich informacji jest trudne, ponieważ dużo tracę w tłumaczeniu!
2) Właśnie tu zmieniłem całe moje życie, kiedy tu przybyłem, i to już inna historia, ale w przeszłości oferowałem wysokiej jakości portfele skórzane dużym amerykańskim producentom (bezpośredni producent drobnych towarów z czystej skóry na zamówienie dla określonych marek poziomu 1, takich jak Ralph Lauren, Calvin Klein, Buxton, Sears, JC Penney, Philipp Plein itp.). Nie mam bezpośrednich kontaktów na rynku UE, ponieważ nigdy tu nie robiłem interesów, ale na pewno bym chciał. Mam bezpośrednie połączenia z dużą rodziną produkcyjną i mogę dostarczać w ilościach od 10 000 do 100 000 co miesiąc, w doskonałej jakości. To brzmi jak jestem dużo, ale tak nie jest, a cała firma działa na połączeniach, a ja nie mam tutaj! Czy ktoś tu ma jakieś pomysły na to, jak mogę nawiązać kontakty z poszczególnymi agentami lub markami, sklepami sieciowymi lub internetowymi sprzedawcami internetowymi, którzy mogą być zainteresowani sprzedażą detaliczną w tym miejscu? To nie jest konfiguracja bezpośrednia dla klienta, ale model Business-to-Business (B2B), więc jak dokładnie znaleźć takich ludzi?
Jeśli przeczytałeś ten post do tego momentu, dziękuję Ci za to, nawet jeśli nie masz mi nic do powiedzenia. A jeśli masz coś do roboty, nie krępuj się!
Dziekuje, do widzenia! :)
Re-posting here from the Poland forum as suggested by the helpful Polish members there.
Hello to all my Polish friends! Co słychać? :)
I love you all and this country.
It's my first time here so I'm sorry I don't know much of the Polish language yet, but I know enough that it's a beautiful place and decent folks, so be sure that I'll learn the ways here soon! :)
I've been very impressed by the country and people here, and I'm looking to make this place home for the long run, and investing in Life here! I havent really made friends yet, possibly because I have been so busy with my work, but I'd really like to. So please hit me up if you are looking for company!
Now I had two quick questions for those of you who know how things work here:
1) How do I invest in the equity markets here (and in the EU in general)? Are there ways to invest in home-grown businesses here? And any reliable physical or online platforms which offer index funds or exchange traded funds with low tracking costs, similar to Vanguard or Fidelity? If there is no pureplay platform, do the above-mentioned US index fund houses themselves have a presence here specific to the EU, and is such investing even a thing here? I looked up the Vanguard website but couldn't find a Polish address or a microsite. Sorry but finding such information is difficult because I lose a lot in translation!
2) I just changed my whole life when I got here and it's a story of its own for another time but in the past, I was pitching premium quality leather wallets to big brands in the US (direct manufacturer custom-making pure leather small goods for specific Tier-1 brands like Ralph Lauren, Calvin Klein, Buxton, Sears, JC Penney, Philipp Plein etc). I don't have any direct contacts in the EU market as I've never done business here but I'd surely like to. I have direct connections to a large manufacturing family and can supply upwards of 10K to 100K in volumes every month, at perfect quality. That sounds like I'm a lot but it's not, and the entire business runs on connections, and I have none here! Does anyone here have any ideas how I can make connections with individual agents or brands or chain stores or online e-tailers who might be interested in retailing such here? This is not a direct-to-customer setup but a Business-to-Business (B2B) model, so how exactly do I find such people?
If you have read this post until here, I thank you for it even if you have nothing to say to me. And if you do have anything to, please feel free!
Dziekuje, do widzenia! :)
submitted by irish_din to Polska [link] [comments]


2018.05.23 22:06 jaqqu7 [Spoiler] Zbiorcze (krótkie) podsumowanie obejrzanych odcinków

Uff, jakimś cudem udało mi się nadrobić (prawie, bo zostało mi jeszcze Hoozuki oraz Golden Kamuy, czy LotGH) zaległości jakie mi wisiały od dobrych kilku tygodni. Co prawda musiałem zrezygnować z formuły podsumowań, żeby to osiągnąć, bo normalnie z tych 20+ minut robiła mi się godzina... no cóż... czasem po prostu nie potrafię pisać zwięźle i wchodzę w zbyt rozbudowane dygresje. Problem w tym, że odkąd zacząłem pracować, robienie ich tak jak podczas studiów i krótkiego okresu siedzenia na bezrobociu po ich skończeniu - nie ma mowy, aby dalej tak to ciągnąć. Trochę szkoda, ale życie. Natomiast nie odpuszczam robienia publicystyki, czy to tutaj, czy obecnie głównie na blogu szogu3... gdzieś z tyłu głowy siedzi mi też plan, żeby to jakoś rozwinąć dalej. Ale póki co szukam sposobu, aby znaleźć sposób na razie, by nie zjadło mnie to nazbyt finansowo.
 

MEGALOBOX

Matulu kochana, to anime jest czystym złotem i im dalej w las jest tylko lepiej. Szczególnie, gdy poznaliśmy nieco przeszłość Nanbu oraz jakie relacje go łączyły z następnym przeciwnikiem Joe. Naprawdę ręce składają się same do oklasków w jaki sposób pociągnęli temat PTSD i powrotu okaleczonych weteranów z wojny. Niedawno pisałem tekst o Violet Evergarden i musiałem do niego odświeżyć sobie pamięć o tych pięciu pierwszych odcinkach, które obejrzałem... i przedstawienie tego w MB porównując do biedy VE, to jak niebo a ziemia. Zresztą sama walka zyskała tylko na tym, że ten bokser miał głębszy związek z bohaterami, dodało mnóstwa wielowymiarowości walce oraz nadało jej bardziej osobistego charakteru. Do tego ta animacja w niej jest absolutnym majstersztykiem, dawno nie widziałem w żadnej serii, żeby każdy cios budził u mnie dreszcz ekscytacji. Nie wiem kto jest odpowiedzialny za choreografię i reżyserię pojedynków - wiem natomiast jedno, odwalił kawał fenomenalnej roboty. Ich ciężar, efekty, prędkość zadawania i lejący się pot wraz z juchą. Coś fantastycznego! A muzycznie... no muzycznie, trzeba powiedzieć, że soundtrack zdecydowanie najwyższa półka. Nie mogę się doczekać, aż będzie można go przesłuchać w całości. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, iż to jeden z najlepszych OST w tej dekadzie.
No i jeszcze ten cliffhanger w ostatnim odcinku. Wszyscy wiemy, że Joe ostatecznie trafi na MEGALONIĘ - jednak póki co sytuacja bohaterów jest dość mizerna.
 

Hisone to Masotan

Właściwie, to jak świetna jest ta seria mógłbym podsumować jednym obrazkiem. Szczególnie teraz, gdy główny motyw przewodni stał się jeszcze bardziej wyraźny wraz z pojawieniem się pozostałych Pań Pilotek, które wcześniej ukazane były tylko w openingu i endingu. Generalnie seria stała się opowieścią o fobiach społecznych, problemach z komunikacją między sobą a otoczeniem oraz kompleksach bohaterek. Z bardziej absurdalnej komedii, połączonej z elementami fantasy i w militarnym sosie, nawet bardziej weszliśmy w rejony SoL - szczególnie tego znanego np. z Kobayashi-san Chi no Maid Dragon (i to nie przez obecność smoków). Anime do napełniania serduszek ciepłym miodem. Chociaż gdzieś tam w tle jest jakaś rządowa tajemnica dotycząca smoków, a do tego zbliża się pewien rytuał, w którym każda z protagonistek ma odegrać rolę wraz ze swą bestią. Bardzo też podobał mi się motyw ze wspomnieniami z WW2.
 

Stein's;Gate 0

Wreszcie jestem na bieżąco z tą serią. Nie tak dawno oglądałem przecież oryginalne anime i bardzo przypadło mi ono do gustu, więc czekałem na ten sequel/spin-off. Ogólnie cały koncept, gdzie Okabe nie dał rady uratować zarówno Kurisu oraz Mayuri - oraz jak śmierć tej pierwszej się na nim odbiła po tych wszystkich liniach czasu jakie z nią przeżył, czy uczuciu narodzonym między obojgiem narodziło. Depresja, stany lękowe, napady paniki i porzucenie swojej fałszywej tożsamości szalonego naukowca - generalnie nie jest mu w życiu wesoło. Co prawda udało mu się uratować wszystkich pozostałych przyjaciół, ale ta jedna strata była zbyt bolesna, a próba ucieczki w zwykłe życie nijak nie zaleczyła ran, czy pozwoliła zapomnieć o sobie. Jeszcze bardziej odczuwalne jest to, gdy pojawia się opcja, gdzie może porozmawiać z AI opartym o wspomnieniach i charakterze Kurisu. Budzi w nim, odrzucane wspomnienia o uczuciach, ale z drugiej strony staje się formą terapii... przynajmniej do czasu. Na horyzoncie pojawia się nowa tajemnicza korporacja z nową grupą przeciwników czyhających na życie bohaterów. SERN nawet staje się tutaj w pewien pośredni sposób sojusznikiem w walce z tym zagrożeniem.
O ile sama fabuła jest świetna, to w innych aspektach jestem nieco rozczarowany. Po pierwsze mam wrażenie, że można by się obyć bez koleżanek Mayuri wprowadzonych tutaj - imho tylko zapychają ekran i powodują, że i tak balans postaci kobiecych do męskich jest jeszcze bardziej zachwiany. Jednym słowem robi się zbyt tłoczno od kobiet na ekranie, oryginalna seria potrafiła lepiej wyważyć elementy będące naleciałością z VN. Druga sprawa, to bardzo przeciętna oprawa wizualna: anime wygląda gorzej niż poprzednie i raczej plasuje się w okolicach maksymalnie nieco powyżej przeciętności. Kiepski framerate i problemy z anatomią postaci są strasznie rozpraszające.
 

Darling in the FranXX

Podsumowując: Kokoro chce penisa Mitsuru into jej wagina. I to mocno, bo marzy jej się gromadka dzieci. Nie podoba się to oczywiście Papie, któremu o problemach z Plantacją 13 informują Dziewiątki. Oprócz tego Hiro wyrosły niebieskie rogi, a Zero Two jest świetna jak zawsze. Ogólnie cały ten eksperyment Dr. FranXX z pozostawieniem ich na miesiąc odciętych od informacji z zewnątrz i sprawdzeniu jak relacje między bohaterami się rozwinął dał bardzo ciekawe efekty. Niektóre dość niespodziewane, bo okazuje się także, że ich opiekunka Nana również miała wyczyszczoną pamięć na temat swojej przeszłości i przeprowadzono na niej procedurę wymuszonego zagłuszenia emocji - jednak obserwowanie głównych bohaterów budzi u niej powoli te wspomnienia. W tle natomiast wchodzimy w ostateczną rozgrywkę między Papą i APE, a klaxiozaurami wraz z pojawieniem się ich "Księżniczki". Pytanie tylko, jaką rolę odegra ekipa z Plantacji 13 w całej ostatniej fazie konfliktu.
Nie wiem jak wam, ale wydaje mi się, że to nie cyber kaiju są prawdziwymi najeźdźcami, a właśnie Papiści.
submitted by jaqqu7 to anime_dyskusje [link] [comments]


2018.03.21 10:27 ben13022 "Panie Mikołaju, obaj wiemy, że ja jestem Polakiem, a pan nie". Mikołaj Grynberg o życiu w dwóch światach: polskim i żydowskim

*Mikołaj Grynberg – ur. w 1966 r., fotograf, pisarz, reporter, z wykształcenia psycholog. Wydał m.in. albumy „Dużo kobiet”, „Auschwitz – co ja tu robię?”, książki eseistyczne „Ocaleni z XX wieku” i „Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne”, zbiór opowiadań „Rejwach” oraz ostatnio „Księgę wyjścia” .
Michał Nogaś: Marzec 1968 roku. Miałeś dwa lata. Niczego nie pamiętasz.
Mikołaj Grynberg: Bez szans. Mam w głowie tylko poszatkowane opowieści o tym, co było później. Pojechaliśmy z rodzicami na wakacje w góry i tam oni – oraz ich przyjaciele – widząc samoloty Układu Warszawskiego lecące do Czechosłowacji, już całkowicie się zapadli. O Marcu dowiadywałem się przez odwrotność.
Co to znaczy?
– Słyszałem: „Nie ma Stefana. Stefan był cudowny. Kiedyś pojechaliśmy na narty i na parkingu w jednym z samochodów siedziało zamknięte dziecko. Czekało na rodziców i płakało. Stefan nie poszedł z nami na narty, został z tym dzieckiem”... Był przyjacielem rodziców, mężem jednej z bohaterek mojej nowej książki. Poznałem w dzieciństwie całą listę ludzi, których zabrakło. Ale to była lista zupełnie inna od tej holocaustowej, przy wymienianiu której mój dziadek miał łzy w oczach: Róża, Józio... Nad tą marcową listą nie wisiała śmierć, to był spis rozstań. Z przyjaciółmi, z ukochanymi. I nagle, gdy zacząłem jeździć po świecie, okazało się, że nie są to jedynie jakieś legendy. Ci ludzie istnieją, miejsca, o których słyszałem, istnieją. Te przedziwne adresy w książce telefonicznej są prawdziwe. Petah Tikwa – wiesz, jak to brzmi dla dziesięciolatka? Jak jakieś śmieszne nazwisko. Aż w końcu pojechałem i oni tam byli. Przekroczyłem drzwi, a oni od pierwszej chwili okazali mi miłość.
Bo jesteś synem przyjaciół.
– Tak. I po pięciu minutach czułem się u nich najbezpieczniej na świecie. Nie szczypali za policzki, stali się bezwarunkowymi przyjaciółmi. Tyle lat na nas czekali... Odkryłem to później, że dzięki nim mój – nie tylko mój zresztą – świat się rozszerzył. Jechałem do Ameryki, a tam byli przyjaciele rodziców. Leciało się taki kawał po to, by tam też być w domu.Udało ci się ustalić, przez odwrotność, ile cioć i wujków straciłeś 50 lat temu?
– U nas w domu nie mówiło się o ciociach i wujkach. Byliśmy z nimi wszystkimi po imieniu. Moi rodzice stracili w Marcu kilkanaście najbliższych, najbardziej istotnych dla nich osób.
To w zasadzie jak zniknięcie świata, który się zna i który daje poczucie bezpieczeństwa...
– Rodzice żyli w dwóch światach: polskim i żydowskim. W Marcu stracili ten żydowski. To nie było pokolenie żydowskie, nie byli wierzący, nie przestrzegali tradycji, żadnych świąt. Nie mieli o tym zbyt dużego pojęcia. Do czerwca 1967 roku, gdy wybuchła wojna sześciodniowa, w ogóle w tym świecie nie istniał temat żydowski, nie rozmawiali o tym. Przyjaźnili się, kochali, pili alkohol, jeździli na wakacje, pracowali. Nie opowiadali o tym, kto i w jaki sposób przeżył wojnę. Zaczynali być dorośli, pojawiały się dzieci. Żyli jak reszta. I nagle to wszystko wróciło.
Kiedy po raz pierwszy zapytałeś rodziców, czym był marzec 1968 roku?
– Nigdy nie zapytałem, czym był. Raczej próbowałem zrozumieć, dlaczego zostaliśmy. I żeby było jasne – ja zawsze byłem zadowolony z decyzji, którą rodzice podjęli. Tym bardziej że mieli plany wyjazdu i długo zastanawiali się dokąd – do Australii czy do Kanady? Wszystko wskazywało na to, że wyemigrujemy do Kanady. Może bym dzisiaj był hokeistą. Te rozmowy z rodzicami były... Wiesz, to jak z dobrym wywiadem musisz zadać otwarte pytanie. Ja wtedy tego nie wiedziałem i gdy pytałem: „Dlaczego nie wyjechaliśmy?”, dowiadywałem się o całym Marcu i o wojnie: „Nie wyjechaliśmy, ponieważ nasi rodzice nie chcieli wyjechać”. A mój ojciec spędził z nimi wojnę, przeszli przez getto, piwnice po aryjskiej stronie Warszawy. Tata zdał sobie sprawę, że nie może ich zostawić. Oni nigdy by go nie zostawili, więc nie było mowy, by się rozstali. Dopiero dzisiaj, gdy dotykają mnie rzeczy rozgrywające się obecnie w Polsce, rozumiem, jakim wysiłkiem musiało być dla nich życie w Polsce po 1968 roku. Jeśli masz za sobą takie doświadczenie, już nigdy nie możesz się czuć bezpiecznie. Już można o tobie mówić złe rzeczy, można podważać twoją historię, historię twoich rodziców. Wszystko się wali, zapada. I skąd brać siłę, by pewnie stać na nogach i się na nich opierać? I jeszcze się czasami w życiu uśmiechnąć? Wtedy, w Marcu, rodzice byli po studiach, tata miał już doktorat. Nigdy o tym nie mówił, ale był bardzo zdolnym fizykiem. Był na dobrym wydziale, otaczali go przyzwoici ludzie. Profesura stanęła za studentami i młodymi pracownikami naukowymi. Gdy trwała nagonka, ojciec siedział w instytucie i prowadził badania. Nigdy nie był wielkim działaczem społecznym, nauka była całym jego życiem. Ale naturalnie widział, co się działo wokół, i przez cały ten czas rozważał, czy wyjechać. Wiedział, że decydując się na pozostanie w Polsce, stawia mnie – bo wówczas brata nie było jeszcze na świecie – w trudnej sytuacji. Że będę narażony na coś, co w innych krajach się nie wydarza, ponieważ państwo dba, by takie rzeczy nie miały miejsca. Mama bardzo nie chciała wyjeżdżać z Polski. Jedynym kierunkiem, który w ogóle mogła brać pod uwagę, była Francja, w której się urodziła. Mówiła po francusku, miała tam wielu znajomych, głównie przedwojennych przyjaciół jej rodziców. Tata uważał, że może dopiero moje dzieci zostaną Francuzami, a my do końca życia będziemy tam emigrantami. W 1970 roku urodził się brat. Ludzie wciąż jeszcze wyjeżdżali, choć to była już gasnąca fala. Rodzice podjęli ostateczną decyzję – rodzina będzie żyła w Polsce.
I jesteś im za to wdzięczny.
– Miałem szczęście urodzić się w Polsce w inteligenckiej rodzinie, chodzić do szkół ze wspaniałymi ludźmi. Do tego lutego myślałem, że miałem szczęście, że jest naprawdę dobrze.
Do lutego 2018 roku?
– Tak. I mówię to, choć przez ostatnie 50 lat miałem przecież dosyć regularne doświadczenia z polskim antysemityzmem. To było obecne, ale nie spędzało snu z powiek, nie nękało dzień w dzień. To był po prostu kawałek mojego życia. To jak z byciem chorym, przyzwyczajasz się do życia z bólem.
Uodporniłeś się? To chcesz powiedzieć?
– Na różnych etapach życia miałem różne strategie przetrwania. Gdy zostałem przeniesiony do innej szkoły, bo w poprzedniej mnie lali...
...z powodu pochodzenia?
– Nie, z powodu nieprzystąpienia do komunii świętej. Musieliśmy się przeprowadzić, więc i szkoła była nowa. Przyszedłem do niej w trzeciej klasie i w zasadzie od pierwszego dnia czekałem, kiedy to się znowu stanie. Od ósmego czy dziewiątego roku życia miałem w tyle głowy świadomość, że coś się może wydarzyć. Bo jestem tym innym. Żyłem, poznawałem nowych kolegów i koleżanki, ale cały czas coś w głowie mówiło mi: „Bądź czujny, uważaj, rozglądaj się”. Gdy ktoś w moim otoczeniu mówił o „żydkach”, odsuwałem się i szedłem w drugą stronę.
Wielu bohaterów „Księgi wyjścia” wspomina, że dla żydowskich dzieci droga do szkoły to zawsze były kamienie, którymi w nich rzucano...
– Później, już w liceum, w czasie stanu wojennego, miałem jeszcze jeden ciekawy epizod. Uczniowie walczyli wtedy o to, by w szkołach były krzyże. I ja walczyłem z nimi. Wracałem do domu, opowiadałem rodzicom, a oni pytali, czy ja aby nie zwariowałem. Przestrzegali, mówili, że nie wiem, co robię. A ja po prostu uważałem, że jeśli to jest dla moich kolegów ważne, to dlaczego mam ich nie wspierać w tej walce?
Oczekiwałeś zapewne wzajemności.
– Na zebraniu samorządu szkolnego powiedziałem, że jeśli dla kogoś ważny jest krzyż, to proszę – niech wisi krzyż. Jeśli dla innych ważny jest Che Guevara, to niech zawiśnie jego zdjęcie. A jeśli dla niektórych ważna jest gwiazda Dawida, to niech także i ona zawiśnie. Dlaczego nie? I na to jeden kolega odpowiedział: „No, z tą gwiazdą Dawida to bym jednak tak nie szarżował”. Wróciłem do domu, opowiedziałem o wszystkim rodzicom, a oni powiedzieli tylko: „O, to i tak gładko się o tym dowiedziałeś”. W żydowskiej Warszawie byłem wtedy pośmiewiskiem. Ludzie mówili: „A wiecie, że ten mały Grynberg walczy o krzyże?”.
A ty uważałeś, że warto...
– Uważałem, i do dziś tkwię w tym przekonaniu, że jeżeli wszyscy jesteśmy równi, nie zabieramy innym wolności, to dlaczego nie? Ale wszyscy musimy być otwarci na to, co odmienne.
Gdy już wiedziałeś, że nie zawsze można liczyć na zrozumienie, jaką przyjąłeś strategię? Na przykład gdy ktoś przy tobie pozwalał sobie na antysemickie wypowiedzi.
– Nie puszczałem mimo uszu, stawałem do walki. Na słowa. Nigdy nie dopuściłem się przemocy fizycznej, ale wiele razy czułem, że jestem bliski dania komuś w mordę. Że doszliśmy do granicy tego, jak bardzo można mnie poniżyć. Bo nie ma już argumentów, wszystkie padły wcześniej.
Czy mogę spytać, co jest tą granicą poniżenia?
– Odbieranie tożsamości. To, że ktoś decyduje za ciebie, kim jesteś i kim masz prawo się czuć. Często wybrzmiewa to w taki fałszywie przyjazny sposób. Na przykład słyszę: „Panie Mikołaju, no przecież obaj wiemy, że ja jestem Polakiem, a pan nie jest”. Odpowiadam wtedy: „Jestem Polakiem”. Na co słyszę: „Panie Mikołaju, ja pana proszę, mieszka pan tutaj, ale przecież obydwaj wiemy...”. To taki protekcjonalny, misiowaty ton, który powoduje, że przepalają mi się bezpieczniki. W sekundę i wszystkie naraz.
Twoi rodzice odprowadzali kogoś na Dworzec Gdański?
– No... wszystkich w zasadzie. Chodzili, płakali. Myślę, że najgorszy był dla nich powrót do domu. Pociąg odjeżdżał, ocierali łzy, kontakt się urywał. Wszyscy byli przekonani, że to na zawsze, że już nigdy się nie zobaczą. Ja za cholerę nie umiem sobie tej sytuacji wyobrazić, co się z nimi działo, jak musieli się czuć, gdy wracali do domu, gdy ich świata znów ubywało. Wiem, że mama płakała, a tata starał się wymyślać różne aktywności, by nie myśleć o tym cały czas. Jeździliśmy na wakacje, środek ciężkości przeniósł się na nowe środowiska, które poznawali i w których starali się odnaleźć. A przecież jeszcze na tych peronach Dworca Gdańskiego byli świadkami poniżania najbliższych przyjaciół. Jeszcze w ostatnich chwilach w Polsce publicznie ich upokarzano: „A nie, tego jednak nie możecie ze sobą zabrać”.
Grzebanie w walizkach na do widzenia.
– Złośliwe prowokacje, wyrzucanie z tych walizek cennych pamiątek, tłuczenie na dworcowym betonie. Wszystko po to, by się na nich rzucili, by ich jeszcze do więzienia przed emigracją wsadzić. Ale ci, którzy wyjeżdżali, wiedzieli, że muszą to znieść. Bo zostaliby z niczym, a nie mieli już ani mieszkań, ani pracy. Stali więc na tych peronach i dawali się poniżać po to, by już za chwilę nikt ich nie poniżał. Taka była ostatnia rata tej ceny.
Twoi rodzice mogli przypuszczać, że ich czekają całe lata poniżania.
– Tata podjął decyzję, że będzie się zajmował już tylko fizyką i rodziną. Niczym więcej. Dlatego gdy później na Uniwersytecie Warszawskim proponowano mu zostanie dyrektorem instytutu lub prorektorem, odmawiał. Ugiął się raz. W latach 80. rada wydziału fizyki chciała, by został dyrektorem. Wróciliśmy wtedy do Polski po rocznym pobycie we Francji. Mówił, że nie może, bo to się zapewne zemści na nim i na wydziale. Ale zgodził się, widział, jak bardzo kolegom zależy. Trzy miesiące po naszym powrocie wprowadzono stan wojenny. Tata nigdy nie chodził do telewizji, gdy go zapraszano. Po 1989 roku również, bo kiedyś mu powiedziano, że podpiszą go: „fizyk”, bez nazwiska. Bo im nie pasowało.
Czyli jednak, na chwilę, wyjechaliście.
– Tata pracował w paryskiej École Normale Supérieure, prowadził badania, później przez lata tam jeździł.
I nie myśleliście, żeby jednak zostać? Czasy były koszmarne.
– Odbyła się taka rozmowa. W sierpniu 1981 roku, gdy szykowaliśmy się do powrotu. Było nawet rodzinne głosowanie. Tata uważał, że powinniśmy zostać. Posadził nas we czwórkę przy stole, brat miał 10 lat, ja 15, rodzicie po 41, żyła jeszcze trójka dziadków. Zapytał: „Zostajemy czy wracamy? Co byście woleli?”. Zmroziło mnie, nie wyobrażałem sobie, że mam nagle zostać we Francji, do której jakoś się przystosowałem, ale nie była moim światem. Od przyjazdu odliczałem dni do powrotu do domu, do przyjaciół. Dostaliśmy chwilę, by to przemyśleć, porozmawiać. Mieliśmy wrócić do rozmowy następnego dnia. I ja w ciągu tej doby dosłownie sterroryzowałem młodszego brata, który był gotów zostać. Wiedziałem, że zanosi się na remis, mama – jak ja – chciała wracać. Ale oni? Remis byłby niedobry. No i wróciliśmy.
„Księga wyjścia” to zapis twoich rozmów z tymi, którzy wyjechali po Marcu. Do Skandynawii, Izraela, Stanów Zjednoczonych. Szukałeś ich wśród przyjaciół rodziców?
– Chciałem wyjść poza znajomą ścieżkę, by te rozmowy i spotkania także dla mnie były ciekawe. I by złapać szerszą perspektywę. Oczywiście, kilkoro bohaterów pochodzi z kręgu ich znajomych, ale zacząłem szukać dalej. Tych, którzy wyjechali z Dzierżoniowa, Legnicy, Wrocławia, Szczecina i Gdańska. Chciałem poznać historie, o których do wtedy nie miałem pojęcia.
O tym, jak po Marcu opustoszała żydowska Polska?
– I jak wyglądała przedtem. Bo niczego o niej nie wiedziałem. Moi rodzice również.
Znali tylko Warszawę.
– A tamte miejsca były kulturowo znacznie bardziej żydowskie.
Które z pytań było najtrudniejsze?
– Dla mnie czy dla nich?
Dla ciebie.
– Nie czułem, by były takie. Trudno to jest odmówić ciastek. Albo poprosić współmałżonka, żeby nie był obecny przy rozmowie. Ale z czasem zrozumiałem, że powinienem mieć listę pytań obowiązkowych, o której w ogóle nie myślałem, gdy wyruszałem w podróż. Nagle zrozumiałem, że ciekawi mnie, kim oni właściwie są. Są Polakami czy nie? Co myślą o sobie? Ciekawe jest dowiedzieć się, czy są Żydami. I czy są Żydami bardziej niż wtedy. Bo część z nich w ogóle tak o sobie przed Marcem nie myślała. To 1968 rok zrobił z nich Żydów. Bardzo mnie też interesowało, co im ’68 zabrał.
Często mówią, że Marzec odebrał im ich kraj.
– Mało tego, niektórzy mówią, że decyzję o kierunku emigracji podejmowali, myśląc o tym, by znaleźć taki kraj, w którym już nigdy nie będą w stanie poczuć się obywatelami. Bo nie daliby rady drugi raz znieść sytuacji, w której ktoś powie im, że nie są u siebie. Anna Frajlich-Zając mówi, że celowo pojechała do USA, a nie do Izraela, bo z Izraelem natychmiast by się związała emocjonalnie. Ale gdy pytam ją zaraz potem, kim dziś jest, odpowiada, że Amerykanką...
A nie Polką pochodzenia żydowskiego mieszkającą w Ameryce?
– Też, ale teraz Ameryka to jej dom. A od kiedy stał się tym domem? Od dnia, w którym poszła na pogrzeb i zobaczyła, że w grobie, do którego składano jej wuja, już ktoś był. Przecież większość z nich w Polsce nie miała rodzinnych grobów, a w – na przykład – amerykańskiej ziemi już leżeli ich przodkowie. Mój ojciec z dziadkiem w latach 70. postawili na cmentarzu żydowskim obelisk – znalazły się na nim wszystkie imiona i nazwiska tych, których stracili, a których udało im się przywołać. Ale tam w środku jest pustka. Jako dziecko chodziłem z nimi na ten cmentarz, to były najdziwniejsze niedziele w życiu. Staliśmy przed obeliskiem, dziadek milkł. Tata go wspierał, ja niczego jeszcze nie rozumiałem. Znowu ta Róża, znowu ten Józio... Patrząc na ich smutek, czekałem na moment, aż wreszcie stamtąd wyjdziemy. U twoich rozmówców uderzają wspomnienia zachowań ich polskich znajomych. Wielu dało się złamać, po „dydaktycznych” rozmowach koleżanki i koledzy żydowskiego pochodzenia nagle przestali dla nich istnieć. – To była główna przyczyna tej emigracji. Na własne oczy zobaczyli, że takie rzeczy są możliwe, że z bliskimi dotąd ludźmi mogło się stać coś takiego. Ktoś ich wezwał na rozmowę, pewnie coś powiedział, zagroził, musieli coś położyć na szali i... poszło. Prowadzili, zdawać by się mogło, normalne życie, studiowali, uczyli się, mieli lepszą lub gorszą pracę, lepszego lub gorszego partnera i nagle ktoś im wyciągnął dywan spod nóg. W sekundę. I gdyby się nawet zdecydowali chodzić na czworakach, to ten dywan i tak zniknie.
Marcin Wicha powiedział mi ostatnio w rozmowie w Radiu Książki, że naprawdę cieszy się z tego, iż jego rodzice nie dożyli.
– Słyszałem. Straszne zdanie. Ja bym wolał, żeby moi rodzice żyli, i myślę, że Wicha również by wolał. Ale go rozumiem. Nie chciałbym, żeby mama i tata zobaczyli, że to się znowu stało. Myślę, że dziś rodzice naprawdę by żałowali, że 50 lat temu jednak nie wyemigrowaliśmy. A żałowanie czegoś u schyłku życia, gdy ma się 70, 80 lat, to jak żywienie się trucizną przez ten czas, który ci jeszcze pozostał. Nie poruszam tego wątku w „Księdze wyjścia”, ale w tych rozmowach często powracał temat naiwności Żydów, którzy jeszcze mieszkają w Polsce. Słyszałem: „Daliście się Polakom nabrać. Oni to robią średnio co dziesięć lat. Zawsze to robili. Teraz przez dwadzieścia parę lat był spokój i straciliście czujność”. Prowadziłem takie rozmowy jesienią i zimą 2016 roku. Przez lata, jeżdżąc po świecie, wdawałem się w dyskusje o tym, że nie można mówić o Polsce jako o antysemickim kraju. Że są ludzie, którzy są antysemitami, ale Polska nie jest antysemickim krajem. Dzisiaj także nie uważam, że Polacy są antysemitami. Ale w dzisiejszej Polsce antysemici dostali głos.
Dlaczego tak się stało?
– Zawsze tak się dzieje, gdy w obozie rządzącym zaczynają się tarcia. Ktoś kładzie na stół „żydowską kartę” – ona prędzej czy później kogoś wysadzi z siodła. Poza tym rosną słupki w sondażach. A potem my wszyscy zbieramy się z tego przez lata.
Słupki się wahają.
– Może dlatego, że się próbują wycofać jakoś z tej ustawy o IPN-ie? Padają sprzeczne komunikaty. To chyba nie jest jakaś bardzo przemyślana strategia. Natomiast nikt mnie nie przekona, że wygłaszanie przez osoby piastujące najważniejsze urzędy tekstów antysemickich, za które zresztą nie ponoszą żadnych konsekwencji, jest zwykłym niedopatrzeniem. To są słowa wypowiadane z premedytacją. One mogą pójść do kolejnych mediów, w których powiedzą, dlaczego w innych mediach powiedziały to i to, a dalej to już samo się toczy.
Ale do czego polskim politykom w 2018 roku potrzebna jest „karta żydowska”?
– To, w skrócie, jak z różnicą między humanistą a behawiorystą. Behawiorysta, gdy chce osiągnąć jakiś efekt lub cel, wymyśla system kar i nagród. Obaj jako ojcowie wiemy, że z dzieckiem łatwiej się dogadać, mówiąc dobre rzeczy, a nie wymyślając kary. Tymczasem nasze państwo zachowuje się jak niedorozwinięty behawiorysta. Wymyśla kary na wszystko. I na zapas. Dlatego zapłacimy cenę za ten nieudany eksperyment. Już widać, co się stało z walką o to, by nie mówić o „polskich obozach”.
Internetowe statystyki pokazują skutek odległy od zamierzonego.
– Bo to tak działa. Jeśli komuś mówisz, że będziesz go karał za mówienie czegoś, to nie zadziała. Tu nie trzeba być wybitnym psychologiem, naprawdę.
Paweł Potoroczyn, były szef Instytutu Adama Mickiewicza, powiedział, że wystarczyło wykupić w „New Yorkerze” reklamę. Na jednej stronie – choć ta by nie wystarczyła, chyba że maczkiem – znalazłyby się wszystkie nazwiska Polaków – Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Na drugiej – cztery nazwiska Amerykanów. Tyle.
– A jeśli mówimy: „Ukarzemy was, jeśli jeszcze raz tak powiecie”, to po pierwsze, jest nieprawda to, bo nie ma mechanizmu, w myśl którego to mogłoby się odbyć. A po drugie, taki system zakazów działa nie tylko na dzieci. Gdy ktoś ci mówi, że będzie karał, zawsze znajdą się tacy, którzy podejmą wyzwanie.
A bohaterowie „Księgi wyjścia”? Co mówią?
– Bardzo wielu marcowych emigrantów, niekoniecznie tych z książki, zdecydowało się przyjechać na obchody. Myślę, że to, co się dzisiaj dzieje w Polsce, dla wielu z nich jest ostatecznym argumentem na to, że 50 lat temu podjęli właściwą decyzję. Są już emerytami, powoli podsumowują życie. Niektórzy z nich myśleli być może, że gdyby zostali, ich dzieciom byłoby łatwiej. A może trudniej? I proszę. Nie ma już o czym myśleć. Czytają polskie gazety, przecierają oczy. Część z nich pewnie zdecydowała się przyjechać, by zobaczyć to osobiście. I wyjechać. Jest w tym rodzaj jakiejś – używając znowu psychologicznego języka – perwersyjnej satysfakcji.
Ale pojawiają się i takie głosy: owszem, działania polskich polityków nie były najszczęśliwsze, ale mówienie o tym, że mamy nowy Marzec, to duża przesada.
– Ja także uważam, że to przesada. Bo to jest Luty. Który zresztą nie wiadomo kiedy się skończy. Ale mówiąc poważnie, jeśli ktoś nie protestuje przeciwko antysemityzmowi, który się wylewa, to znaczy, że albo jest mu to na rękę, albo jest idiotą. Tej drugiej możliwości nie biorę pod uwagę, bo mam nadzieję, że moim krajem nie rządzą ludzie, którzy są idiotami. Dlatego uważam, że to polityczna rozgrywka. I wiem, że to g... wrzucone w wiatrak ochlapie nas wszystkich. Nie tylko nas, Żydów. Nie tylko tych, którzy mówią te parszywe słowa. Wszystkich. Teraz znowu wyjadą ludzie...
Wyjadą?
– Już składają aplikacje. Jest ich zdecydowanie więcej niż przez cały ubiegły rok.
Chcą wyjechać, bo się boją?
– Bo nie chcą czekać na to, co będzie dalej. Bo młodzi, którzy mają dzieci, myślą, że jeśli możliwe jest mówienie takich słów, to możliwe są także inne rzeczy. Bardzo bym chciał, żeby ci młodzi nie podejmowali pochopnych decyzji. Bo jako ten starszy chciałbym móc im powiedzieć, że tu się daje żyć. Ale nie mogę im tego obiecać. Chciałbym, żeby to wszystko zahamowało. Wiele osób mówi, że musi się zdarzyć coś, żeby zatrzymać pewne procesy. Że niby im szybciej przyjdzie kryzys gospodarczy... A ja bym nie chciał żadnego kryzysu, nie chciałbym powrotu inflacji, żeby ludzi nie było stać na płacenie za mieszkania. Jestem pewny, że większość z nas tego nie chce. Funkcjonowania na kuli ziemskiej w jakimś nawiasie. Poza tym wiadomo, że im będzie gorzej, tym bardziej Żydzi będą dostawali po nosie. Wiesz, ostatnio spytałem żonę: „Jak myślisz, skąd bierze się to poczucie wyższości?”. Bardzo szybko odpowiedziała: „Poczucie wyższości zawsze się bierze z poczucia niższości”. Wcześniej wiele rzeczy mówiło się między sobą, po cichu i na marginesie. Dzisiaj można już powiedzieć wszystko wszędzie. I jeśli na tym ma polegać to słynne budowanie wspólnoty, która wstaje z kolan, to znaczy, że dla mnie naprawdę zaczyna brakować tu miejsca.
Ty też zastanawiasz się teraz nad wyjazdem?
– Nie wyjadę z wielu powodów. Po pierwsze, jestem za stary. Już nie zacznę mówić po duńsku albo po hebrajsku tak, bym mógł się porozumieć z kimkolwiek, tak jak teraz z tobą. Powiedziałem, że to po pierwsze, ale w zasadzie to dopiero któryś kolejny powód. Nie wyjadę przede wszystkim dlatego, że to jest mój kraj. Nie ma innego kraju, który jest bardziej mój. Lubię być turystą, ale w Polsce jest moje miejsce. Ono bywa dla mnie okrutne jak teraz, ale zdecydowałem się tak właśnie żyć. Nie mam innej ojczyzny.
źródło: http://wyborcza.pl/7,75517,23123108,slysze-czasem-panie-mikolaju-obaj-wiemy-ze-ja-jestem.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


Gdzie mogę znależć przyjaciół w internecie? - Zapytaj.onet ...